poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Rozdział 9 - przeprosiny

Perspektywa Jamesa

Stałem właśnie przed domem Klaudii . Ją jako pierwszą postanowiłem przeprosić. Długo wahałem się aby zadzwonić do drzwi, ale jednak zebrałem się na odwagę i zadzwoniłem. Otworzyłam mi blondynka. Miała nieco rozkopane włosy i zdziwioną minę , jak mnie zobaczyła...
- Cześć - wydusiłem w końcu.
- Hej... - mruknęła bez entuzjazmu
- Ja, my musimy porozmawiać
- Halston , kazała Ci tu przyjść? Czy może po prosty lubisz na mnie wrzeszczeć , bez potrzeby ? A może chcesz się ponabijać ?! Jesli tak to do widzenia! - chciała zamknąć drzwi ale w porę je złapałem i wszedłem do środka, dziewczyna była wściekła , ale w sumie to się jej nie dziwię . Jak ktoś by  na mnie naskoczył , tez bym był wkurzony.
- Nie ! Nic z tych rzeczy. Ja... - głos mi się załamał- Ja chcę cię przeprosić . Byłem wczoraj rano... no poniosły mnie nerwy ... Nawet nie wiesz jak mi teraz głupio. Przepraszam Cię , wybacz mi . Jesteś moją przyjaciółką, nie chcę Cię stracić . - wyrzuciłem z siebie potok słów , na jednym wdechu. Dziewczynie zniknął grymas z twarzy , ale wciąż nie uśmiechała się .
- James... Ja nie wiem co o ty wszystkim sądzić. Może...
- Klaudio masz prawo być na mnie wściekła , ale daj mi ta szansę. I ja nie jestem już z Halston...
- Co?! Dlaczego? Jeszce wczoraj szalałeś na jej punkcie . A to dziecko , mówiłeś że jest w ciąży.
- Blefowała... Przyłapałem ją wczoraj jak była na randce ze swoim chłopakiem.
- Nie kumam, ty jesteś jej chłopakiem... chyba że. Chyba że cię..
- Zdradzała - dokończyłem - Od 2 miesięcy. Wykrzyczała mi prosto w twarz , że mnie nie kocha. Że jest ze mną dla kasy, sławy... Logan ją przejrzał, wy wszyscy ją przejrzeliście... A ja głupi ją kochałem. Kocham nadal . To boli cholernie.
- Wiem James co czujesz...
- Nie wiesz... moje serce jest rozbite na 2 części... Minie sporo czasu zanim o  niej zapomnę. - Dziewczyna , nic już nie powiedziała . Tylko mnie przytuliła. Odwzajemniłem uścisk . Jest moją prawdziwą przyjaciółką.
- James...
- Tak ?
- Ja...- nie dane było jej dokończyć bo zadzwonił mój telefon. Oderwałem się od blondynki i szybko odebrałem. Dzwonił Carlos, pytał czy mam zamiar wracać do domu czy już na stałe się wyprowadziłem. Odpowiedziałem że wracam , ale ma nic nie mówić chłopakom.
- Muszę już iść- schowałem komórkę do kieszeni. - Widzimy się na imprezie u Logana ?
- Jej , myślałam że po rozstaniu będziesz się załamywac , a tobie imprezy w głowie- uśmiechnęła się.
- Nie będę płakać. Nie była mnie warta. ;D
- I tak trzymać - niebieskooka jeszcze raz mnie przytuliła - Trzymaj się i do zobaczenia. Wsiadłem do auta i skierowałem się do domu Marisol. - Ją to trzeba długo przepraszać, ale spróbuję - pomyślałem.

Stałem przed willą rodziców rudej. Otworzyła mi gosposia, całe szczęście że jej  rodziców nie było w domu.  Gdy stałem przed pokojem Lopez ogarnął mnie strach . Sam nie wiem czemu . Mari jest zabawna i miła , ale potrafi wygarnąć i jest strasznie szczera aż do bólu. Przełknąłem ślinę i zapukałem. Otworzyła mi...
-Eveline ?! Co Tu tu robisz?
- Maslow o to samo miałam Cię zapytać . Teraz to zrobiło się naprawdę gorąco. Dwie wybuchowe ślicznotki , przeciwko jednemu biednemu facetowi . Niezwykle przystojnemu , ale ... jednak samemu.
- Przyszedłem przeprosić Marisol- w tym momencie w drzwiach stanęła ruda .
- O mnie mowa?
- Przepraszam . Was obie za moje zachowanie jestem skończonym palantem , i zerwałem z Halston . Nie była w żadnej ciąży i zdradzała mnie.
- Chciałabym powiedzieć , że mi przykro , ale jakoś mi to przez gardło nie chcę przejść- rzuciła Eve
- Hah , to co wybaczycie mi ? - zrobiłem sodką minkę
- A mamy inne wyjście? - zapytały razem
- Nie - wyszczerzyłem się i obie przytuliłem
- Bo nas udusisz - mruknęła ruda
- James - zaczęła Eve . Puściłem je i odsunąłem się w tył.
- Tak?
- Teraz tylko musisz przeprosić chłopaków , a uwierz Logana nie będzie tak łatwo...
- Postaram się - mrugnąłem - Dobra w takim razie , jade do domu. To na razie ;*
- Papa - pożegnaliśmy się , a ja pojechałem do naszego domu. Juz się boję tej rozmowy z kumplami.

Perspektywa Kendalla

Mamy środę. Impreza w sobotę ,  Carlos pozapraszał  gości. Z tego co wiem ma być tu tłum ludzi. Ciekawe czy James przyjdzie... ,, Dryń" dzwonek do drzwi. - Carlos weź otwórz - krzyknąłem
- Jestem na górze , ty masz bliżej !- Chcąc nie chcąc zwlokłem się z kanapy , i poszedłem do drzwi. nie chętnie otworzyłem , bo szczerze mówiąc nie miałem ochoty na żadne odwiedziny znajomych .
- Cześć Kendall , możemy pogadać? - spodziewałem się wszystkich ale , nie Maslowa. Czyżby zmądrzał i przyszedł nas przeprosić ?
- Jasne , chodź. - usiedliśmy na sofie w salonie . James na przeciwko mnie. Żaden z nas długo nic nie mówił. W końcu krępującą ciszę przerwał Logan , który własnie wrócił z zakupów.
- Co on tu robi ?! - po jego minie było jasno widać , że nie jest zadowolony z odwiedzin kolegi.
- Logan , możemy porozmawiać ? - zapytał cicho  szatyn
- Z Tobą?! Hahaha , weź wyjdź człowieku. Nie chce mi się na ciebie patrzeć , a co dopiero rozmawiać. - Henderson odwrócił się na pięcie i wszedł do kuchni.
- Daj mi wszystko wyjaśnić - Maslow nie dawał za wygraną - Wczoraj ta kłótnia nie powinna mieć miejsca , ja chcę was przeprosić.
- Nas? A o dziewczynach to zapomniałeś ... W końcu na nie też bez potrzeby się darłeś... - warknąłem
- One mi wybaczyły , teraz wasza kolej . No dalej jesteśmy zespołem i przyjaciółmi. Popełniłem błąd i jest mi strasznie głupio.
- Takkk dziecko z Halston to na prawdę duży błąd- powiedział ironicznie Logan
- Nie ma żadnego dziecka... ona kłamała, zerwała ze mną i w dodatku zdradzała... - powiedział smętnie James.. widac że go to bolało ale nie chciał po sobie tego poznać
- Czyli miałem rację!!! - wrzasnął triumfalnie brunet
- Co to za piski ? - na schodach pojawił się Carlos , jako jedyny nie obecny - James? Co ty tu ...
- Tak miałeś  . Wszyscy mieliście . Dobra to zgoda?
- Zgoda! - powiedzieliśmy chórem i zrobiliśmy ,, misia"
- Fajnie że wróciłeś i zmądrzałeś - uśmiechnął się Latynos .
- Tak , bez was jest nudno koledzy.
- Impreza w sobotę , może poznasz kogoś i zapomnisz o tej blond łajzie  - Może, ale to nie będzie takie proste ...
- Dasz radę - klepnąłem go w ramię
- Idę się rozpakować -mówiąc to nasz przyjaciel skierował się na schody i poszedł do swojej sypialnie . My spojrzeliśmy po sobie i się uśmiechnęliśmy.

************************************************************************
Nowy rozdział . Krótki wiem -,- ale  w sumie nie miałam go w planach. Dobra teraz czas na urodziny Logana ;))) 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz