czwartek, 25 lipca 2013

Rozdział 1 - początek

- Klaudia! Wstawaj! - usłyszałam głos mojej menadżerki - Nie mam zamiaru Cię siłą ściągać z tego łóżka. Masz dzisiaj ważny koncert nie pamiętasz? - powiedziała Roni
- Pamiętam . pamiętam... Ale czemu krzyczysz tak z rana ? Hmm? - zapytałam ledwo otwierając oczy- Poza tym jest 8.00 a ja na scenie mam być o 19.30 , więc z łaski swojej daj mi jeszcze pospać . 
- Chciałabyś - syknęła Roni i zrzuciła mnie z łóżka. W jakich my czasach żyjemy żeby to własny menadżer nam rozkazywał? Aaa w sumie to nieważne. To nie jej wina że znana na całym świecie Klaudia Moris jest tak naprawdę wielkim leniem. 
- Ubieraj się. Za 10 minut Cię widzę na dole w holu - uśmiechnęła się zwycięsko Torres. 
Chcąc nie chcąc musiałam wstać. Weszłam do hotelowej łazienki i gdy spojrzałam w lustro się przeraziłam.  W odbiciu zobaczyłam rozkopaną blondynkę z podkrążonymi oczami i mętnym spojrzeniu.
- Jak się imprezuje do białego rana to się tak ma - powiedziałam sama do siebie.
Po jakiś 10 minutach wyglądałam jak człowiek . Założyłam na siebie czarne rurki, białą koszulkę i na to bluze a na nogi czarne vansy. Włosy związałam w luźnego koka. W sumie niczym nie przypominałam wielkiej gwiazdy , jaką świat zna z TV. Tak naprawdę przed kamerami nigdy nie byłam sobą. Szefowie zawsze chcieli żebym ,, grała" śliczną , nietykalną , nieskazitelną lale, której największym zmartwieniem jest wybór lakieru do paznokci. Grr... Jak czytam o sobie czasami w gazecie śmieję się, bo to wszytko co piszą tabloidy to jeden wielki przekręt, kłamstwo... Tak rozmyślając , zeszłam do holu , w którym czekała na mnie Roni i Drake ( mój ochroniarz) 
- Gotowa ? - zapytała bardzo zadowolona Torres 
- Na co ? - zapytałam z nieco mniejszym entuzjazmem jaki posiadała Roni
- Nie denerwuj mnie Moris! Masz dać dzisiaj wspaniały koncert, o którym będzie jeszcze długo pamiętać Miami- uśmiechnęła się szeroko 
- Dobrze wiem Roni że to jest ukoronowanie mojej trasy i w ogóle , ale wrzuć na luz jeśli to z chrzanie to moja kariera się zawali a ty dostaniesz długo oczekiwany urlop - powiedziałam kpiąco . Mina Torres była hah, jak by to ująć dość ,, śmieszna"
- Tak. Albo dasz niesamowity koncert, po którym propozycje współpracy posypią się jak grzyby po deszczu - mruknęła Roni. Ach jak ja uwielbiam się z nią drażnić .
   
   Koncert skończył się o planowanej porze czyli 21. 30. Potem był jeszcze bankiet kończący trasę. Nie lubię takich imprez ale niestety musiałam na tej być.
Następnego dnia z rana od razu pojechałam z Roni na lotnisku. Zanim się obejrzałam już siedziałam w samolocie, lecąc do mojego ukochanego miasta - Los Angeles.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz